Dokąd uciekniesz, skoro nigdzie nie jest bezpiecznie?
Szesnaście lat temu zabójczy wirus zmiótł z powierzchni Ziemi niemal
wszystkich jej mieszkańców. Świat stał się miejscem śmiertelnie
niebezpiecznym.
Osiemnastoletnia Eve nigdy nie wyszła za pilnie strzeżony teren
zamkniętej szkoły. Szkoły, w której nie ma mężczyzn ani chłopców. Gdzie
ona i dwieście innych dziewcząt przygotowuje się do roli elity Nowej
Ameryki.
Ale w przeddzień ukończenia szkoły, Eve odkrywa szokującą prawdę o
prawdziwym celu tej nauki – i o przerażającym losie, jaki czeka ją samą.
Ucieka z jedynego domu, jaki znała. Rozpoczyna długą, ryzykowną wędrówkę
w poszukiwaniu miejsca, w którym będzie mogła przetrwać. Podczas tej
podróży spotka Arden, swoją rywalkę ze szkoły, i Caleba, twardego,
buntowniczego chłopaka, który wie, jak przeżyć. Odizolowana przez całe
życie od mężczyzn, Eve została nauczona, że nie wolno im ufać. Lecz
Caleb powoli zdobywa jej zaufanie… i jej serce. Obiecuje ją chronić,
lecz kiedy wojsko zaczyna ich ścigać,
Eve musi wybierać pomiędzy życiem a miłością…
Któż z nas nie wielbi motywów post-apokaliptycznych? Pan? A może pani? I tak ja też. Ja je po prostu ubóstwiam. Zawsze jestem ciekawa, co autor wymyśli tym razem. Może wymyśli kosmitów? A może ludzie będą żyli w wielkiej żelatynie (pierwsza myśl)? A może to będzie zupełnie coś innego? Niestety, albo raczej stety, nigdy nie udaje mi się zgadnąć.
Główna bohaterka uczęszcza do szkoły, do której chodzą same kobiety. Ma przyjaciółki, jest najlepszą uczennicą. Cud, miód, malina. Jednakże czymże byłaby książka bez jakiejś tajemnej intrygi? Otóż dowiaduje się ona, że według dzisiejszej idei kobiety mają służyć jedynie rozmnażaniu. Wszyscy jednak wiemy, że do rozmnażania potrzebne są dwie osoby. Nie tam. Broń Boże! Jeśli tylko spotkają jakiegolwiek pomiota rodzaju męskiego, mają uciekać ile sił w nogach. Tylko nie patrzeć w oczy, nie patrzeć na cokolwiek! Anna Carey wykreowała właśnie taki świat.
Uroku głównej bohaterce dodają rude włosy, zresztą jak w co drugiej książce. Jest miła, choć czasami miałam wrażenie, że po prostu nie myśli. Kiedy ,,miłość jej życia" pyta, czy to prawda, że chciała być z innym facetem co odpowiada? ,,Nie, jak wpadłeś na taki pomysł?!" Skąd! Odpowiada ,,nie wiem". Jak widać. Jeśli w niektórych książkach, są bohaterzy, którzy postępują racjonalnie, to w innej muszą po prostu zachowywać się tak, że aż żal czytać. Co zrobić, równowaga musi być. Przyznam się jednak, że Caleba polubiłam. O dziewczynę walczy? Walczy. Troszczy się? Troszczy. Zachowuje się logicznie? Zong! Chwila.. Logika? Jaka logika? Co to w ogóle jest logika? Jak mam problem to co robię? Idę sobie popatrzyć w chmurki, mając w głębokim poważaniu, co się stanie z moją rodziną. Nasi bohaterowie pasują do siebie jak ja i słodycze. Poza tym, kto jeszcze uwielbia naszą wspaniałą Arden, rączka w górę!
Ale! Każda książek ma jednak minusy i plusy. W tym wypadku akurat, fabuła jest tak świetna, że zdecydowanie przeważyła nad ilością minusów, za które odpowiadają postacie. Autorka pięknie nakreśliła mi świat, w którym żyją. Bez większych problemów mogłam sobie wyobrazić to, co czuje Eve, a to, że lekturze występuje narracja pierwszoosobowa tylko dodawało uroku. Akcja trzymała dobre tempo, a naprawdę ogromnym plusem jest to, że już w czwartym rozdziale dochodzimy do momentu, gdzie Ruda opuszcza mury bezpiecznej szkoły. Naprawdę nienawidzę, gdy to faktycznej akcji (wiecie, o co chodzi) bohaterzy szykują się pół książki. Zakazana miłość, intrygi i zdrady, tego właśnie oczekiwała od tej publikacji. I to właśnie otrzymałam. Co prawda, niezbyt podobało mi się zakończenie, ale przez to, że jest to trylogia, skłania mnie to do kupienia następnej części.
Co jeszcze mogę powiedzieć o tym dziele literackim? ,,Eve" to książka o tym, jak łatwo jest czasem zrezygnować z tego, o czym uczono nas praktycznie całe życie, ale i jak trudno jest przezwyciężyć strach, przed ukrytymi w nas demonami. Pokazuje nam, jak zmieniają się przekonania pod wpływem otoczenia, oraz to, że nie należy oceniać książki (w tym chodzi mi o bohaterów i bynajmniej nie głównych), bo przyjaciel może się okazać wrogiem, a wróg przyjacielem. Jeśli szukacie książki, która jest po prostu ciekawa to znaleźliście to, czego szukacie.
czwartek, 12 września 2013
poniedziałek, 9 września 2013
Śmiertelny sekret- Laurie Faria Stolarz
Jeszcze trzy
miesiące temu życie Camelii było całkiem zwyczajne: miała przyzwoite
oceny, niezłe relacje z rodzicami i fajną pracę. Jednak gdy tajemniczy
Ben rozpoczyna naukę w jej liceum, przestaje być nudno.
Wszyscy wierzą, że Ben przyczynił się do śmierci byłej dziewczyny i unikają go. Wszyscy, oprócz Camelii. Dziewczyna nie chce wierzyć plotkom. Czuje dziwną fascynację Benem. Wkrótce zaczyna odbierać tajemnicze telefony i dostawać listy z pogróżkami. Ben twierdzi, że Camelii grozi niebezpieczeństwo - lecz czy można mu zaufać? Dziewczyna wie, że chłopak coś ukrywa... Ale nie on jeden ma tajemnicę.
Tak więc, mamy tu do czynienia z powieścią romantyczno-kryminalną. Pani Laura nie jest zbyt znaną autorką w Polsce (choć czy tylko mi się zdawało po nazwisku, że coś z naszym krajem ją łączy?). Na opinię pozytywną u mnie nie trzeba się zbytnio napracować, po prostu czytam co leci. Jednak sądzę, że bardziej wymagającym czytelnikom, którzy już wiedzą, co to jest "dobra książka" również przypadnie do gustu.
Na początku poznajemy rudowłosą piękność Camelię, którą przed wypadkiem ratuje niesamowicie przystojny Ben. Potem rozmawiają, a chłopak jest nieprzystępny. Wróć. Czy czegoś nam to nie przypomina? Czyżby powtarzający się schemat? Ha. Ha. Nie. Otóż ze ,,Zmierzechem" ta książka ma wspólnego tyle, ile ja ze sportem. Można powiedzieć, że autorka ,,Dotyku" piszemy bardziej zwięźle i przede wszystkim fabuła nie ciągnie się jak mordoklejki. W tym przypadku nie miałam myśli ,,aha, zaraz się będą całować" ,a potem "o, zaraz będzie: kogo mam wybrać? Edzia czy może Jacoba? oboje są taaacy przystojni" Dzięki Bogu! Biorąc pod uwagę to, że obie książki zaczynają się w miare dobrze, to pani Laurze poszło zdecydowanie lepiej. Jeśli mam już jakąś książkę, kupić, to czytam po dziesięć tysięcy opinii na ich temat. I w wielu opiniach, było napisane: ,,ona jest jakaś taka przewidywalna" albo ,,kiedy w końcu zacznie się coś dziać?" Nie wiem jak wy, ale mnie główna bohaterka przekonała. Każdy człowiek, czyli również w książce ma wady i zalety i chcąc nie chcąc, musimy je polubić. Na jej miejscu, zwariowałabym ze strachu. Chociaż mając takiego Bena przy boku, to kto wie... Chociaż trochę zdziwiło mnie to, że tylko jedna, biedna Camilia była z nim, a
c a ł a szkoła, włącznie z dyrektorem, który nie zrobił nic przeciwko niemu. W każdym razie nie dało się pominąć tajemniczych notatek co bodajże 3 rozdziały. Najciekawsza część. Żeby czytelnik mógł zrozumieć o co w tym chodzi, musi przebrnąć przez wszystkie pozostałe strony (w przeciwieństwie do mnie, bo ja i tak sprawdzam najpierw, czy się gdzieś całują). Więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy widziałam, np ,,jak taka zdzira czeka na uwagę". Kto to pisał? To Ben? A może jednak nie Ben? Czy to w ogóle facet? A może to ten jej szef? A może nie? Czy autorka chce, abym myślała tym, a nie innym sposobem? A może w ogóle mój tok myślenia zmierzał w zupełnie innym torem? Uwielbiam takie książki, gdzie wszystko wyjaśnia się dopiero pod koniec. Sama książka wydaje się być napisana ,,lekkim piórem". Czyta się ją łatwo i przyjemnie. Jakby autorka spędzała długie godziny, albo po prostu minuty na obmyślaniu fabuły, która idealnie podpasuje czytelnikowi. Czy dlatego tak dobrze mi się ją czytało? Być może.
Podsumowując: kiążka pani Stolarz ,,Śmiertelny sekret" będzie się dobrze czytało każdemu, kto lubi motywy fantasty. Anioły/demony/wilkołaki. Kogo one obchodzą? Jeśli mamy do czynienia, z takim a la kryminałem w dodatku z motywem romantycznym, czego można oczekiwać więcej od życia? Książka jest po prostu idealnie stworzona na długie jesienne, deszczowe wieczory, w które aż prosi się, aby usiąść pod koniec i wziąć dobrą książkę. Podsumowując podsumowanie: ta książka jest po prostu dobra. Poza tym, ma piękną okładkę! (aż nie mogłam się powstrzymać, aby o tym nie wspomnieć, poza tym, czy ktoś ma pomysł, czy dziewczyna została zrobiona za pomocą komputera, czy naprawdę istnieje ktoś tak ładny?)
Wszyscy wierzą, że Ben przyczynił się do śmierci byłej dziewczyny i unikają go. Wszyscy, oprócz Camelii. Dziewczyna nie chce wierzyć plotkom. Czuje dziwną fascynację Benem. Wkrótce zaczyna odbierać tajemnicze telefony i dostawać listy z pogróżkami. Ben twierdzi, że Camelii grozi niebezpieczeństwo - lecz czy można mu zaufać? Dziewczyna wie, że chłopak coś ukrywa... Ale nie on jeden ma tajemnicę.
Tak więc, mamy tu do czynienia z powieścią romantyczno-kryminalną. Pani Laura nie jest zbyt znaną autorką w Polsce (choć czy tylko mi się zdawało po nazwisku, że coś z naszym krajem ją łączy?). Na opinię pozytywną u mnie nie trzeba się zbytnio napracować, po prostu czytam co leci. Jednak sądzę, że bardziej wymagającym czytelnikom, którzy już wiedzą, co to jest "dobra książka" również przypadnie do gustu.
Na początku poznajemy rudowłosą piękność Camelię, którą przed wypadkiem ratuje niesamowicie przystojny Ben. Potem rozmawiają, a chłopak jest nieprzystępny. Wróć. Czy czegoś nam to nie przypomina? Czyżby powtarzający się schemat? Ha. Ha. Nie. Otóż ze ,,Zmierzechem" ta książka ma wspólnego tyle, ile ja ze sportem. Można powiedzieć, że autorka ,,Dotyku" piszemy bardziej zwięźle i przede wszystkim fabuła nie ciągnie się jak mordoklejki. W tym przypadku nie miałam myśli ,,aha, zaraz się będą całować" ,a potem "o, zaraz będzie: kogo mam wybrać? Edzia czy może Jacoba? oboje są taaacy przystojni" Dzięki Bogu! Biorąc pod uwagę to, że obie książki zaczynają się w miare dobrze, to pani Laurze poszło zdecydowanie lepiej. Jeśli mam już jakąś książkę, kupić, to czytam po dziesięć tysięcy opinii na ich temat. I w wielu opiniach, było napisane: ,,ona jest jakaś taka przewidywalna" albo ,,kiedy w końcu zacznie się coś dziać?" Nie wiem jak wy, ale mnie główna bohaterka przekonała. Każdy człowiek, czyli również w książce ma wady i zalety i chcąc nie chcąc, musimy je polubić. Na jej miejscu, zwariowałabym ze strachu. Chociaż mając takiego Bena przy boku, to kto wie... Chociaż trochę zdziwiło mnie to, że tylko jedna, biedna Camilia była z nim, a
c a ł a szkoła, włącznie z dyrektorem, który nie zrobił nic przeciwko niemu. W każdym razie nie dało się pominąć tajemniczych notatek co bodajże 3 rozdziały. Najciekawsza część. Żeby czytelnik mógł zrozumieć o co w tym chodzi, musi przebrnąć przez wszystkie pozostałe strony (w przeciwieństwie do mnie, bo ja i tak sprawdzam najpierw, czy się gdzieś całują). Więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy widziałam, np ,,jak taka zdzira czeka na uwagę". Kto to pisał? To Ben? A może jednak nie Ben? Czy to w ogóle facet? A może to ten jej szef? A może nie? Czy autorka chce, abym myślała tym, a nie innym sposobem? A może w ogóle mój tok myślenia zmierzał w zupełnie innym torem? Uwielbiam takie książki, gdzie wszystko wyjaśnia się dopiero pod koniec. Sama książka wydaje się być napisana ,,lekkim piórem". Czyta się ją łatwo i przyjemnie. Jakby autorka spędzała długie godziny, albo po prostu minuty na obmyślaniu fabuły, która idealnie podpasuje czytelnikowi. Czy dlatego tak dobrze mi się ją czytało? Być może.
Podsumowując: kiążka pani Stolarz ,,Śmiertelny sekret" będzie się dobrze czytało każdemu, kto lubi motywy fantasty. Anioły/demony/wilkołaki. Kogo one obchodzą? Jeśli mamy do czynienia, z takim a la kryminałem w dodatku z motywem romantycznym, czego można oczekiwać więcej od życia? Książka jest po prostu idealnie stworzona na długie jesienne, deszczowe wieczory, w które aż prosi się, aby usiąść pod koniec i wziąć dobrą książkę. Podsumowując podsumowanie: ta książka jest po prostu dobra. Poza tym, ma piękną okładkę! (aż nie mogłam się powstrzymać, aby o tym nie wspomnieć, poza tym, czy ktoś ma pomysł, czy dziewczyna została zrobiona za pomocą komputera, czy naprawdę istnieje ktoś tak ładny?)
wtorek, 3 września 2013
Córka dymu i kości- Laini Taylor
Na wszystkich
kontynentach na drzwiach domów pojawiają się czarne odciski dłoni.
Wypalają je skrzydlaci nieznajomi, którzy wkradają się do naszego świata
przez szczelinę w niebie…
Przemierzająca kręte uliczki zasypanej śniegiem Pragi siedemnastolatka ze szkoły sztuk plastycznych zostanie wkrótce uwikłana w brutalną wojnę istot nie z tego świata. I odkryje prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i kości…
Jej szkicowniki są pełne potworów. Mówi w wielu językach, nie tylko ludzkich. Ma jaskrawoniebieskie niefarbowane włosy, niezwykłe tatuaże i blizny. Kim jest?
Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone – Dealer Marzeń. Karou nie wie,skąd przybywa i czy jest tylko człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne wyprawy. I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont wypalający powietrze pomiędzy nimi.
I tu znowu sprawdza się powiedzenie: ,,Nie oceniaj książki po okładce". W tym wypadku dosłownie. Powiedzmy sobie szczerze, okładka jest okropna. I gdyby nie rekomendacja przyjaciółki, jeszcze przez wiele tygodni nie poznałabym geniuszu autorki.
Często od książki oczekuje bohaterów, którzy będą ,,z życia wzięci". Po części było tak i w tym wypadku. Główna bohaterka, niebiesko-włosa (nawet nie wiecie, jak jej tego zazdroszczę!) Karou nie jest zwykłą dziewczyną. O nie, normalność omija ją szerokim łukiem. Otóż nasze piękna bohaterka jest "przemytnikiem" dla swojego przybranego ojca. Co przemyca? Najróżniejsze rzeczy. Raz to kość słoniową, raz zęby. Czego chcieć więcej od życia? Siedemnastolatka nie chce nic, prócz życzeń. Prawie nic. Oczekuje jeszcze miłości, ale o tym później. Ale, wszystko dobre, szybko się kończy. I kończy się sielanka rysowniczki. Pewnego dnia, przez swój wybryk, traci rodzinę. Ale zyskuje coś nowego. Problem w tym, że to nie jet dla niej wystarczające pocieszenie. I tym sobie właśnie nasza Karou przeczy. Chciała miłości, to ją ma. Nic nie ma za darmo. Jednak jej charakter, zasługuje na chwile uwagi.Dziewczyna jest twarda, to fakt. Ja na jej miejscu, po prostu rzuciłabym to wszystko i po prostu kochała rodzinę. Na szczęście, nie każdy jest jak ja i bohaterka robi to co do niej należy. Co jeszcze mi się w niej podoba? Jak mówi ,,koniec" to znaczy, że koniec. Idealna przyjaciółka. Po prostu dziewczyna ideał. Przyszedł czas i na Akivie. Pięknego ognistego wojownika, który jest w stanie poświęcić wszystko, byleby tylko być z Karou. I tu pokazał chłop, co jest dla niego najważniejsze. Obecna (i była) miłość. Jestem ciekawa, czy gdyby dziewczyna zostałaby zabita, ten popełniłby samobójstwo (taka ludzka ciekawość, sama bym umarła, gdyby to zrobił). Oh, Akivio, Akivio... i po coś ty to robił?
A fabuła, moi mili państwo mknie jak strzała. Jak kuna po jedzenie. Jak ja po czekoladę. Ledwo co przeczytałam pare stron, a tu hyc! Karou i Akivia są razem. To mi się podoba. Uwielbiam takie książki. Akcja jest ciekawa i nie nuży. (może czasami, gdy jest mowa o Madrigal, ale to są tylko moje osobiste odczucia). Ale jest jedno, czego nigdy, powtarzam NIGDY nie zbraknie i jest to zachwycanie się nad chłopakiem. Czego ja się spodziewałam?! Chciałabym, żeby choć połowa książek miała tak inteligentom fabułę.
Laini Taylor ma świetny język. Pisze tak, żeby się po prostu podobało. Pisze tak, że każda dziewczyna chciałaby być Karou. Przeżyć to samo. Każdy aspekt jej niezwykłego życia opisuje w taki sposób, żeby aż się chciało przeczytać więcej. Czy gdyby dziewczyna miałaby możliwość urodzenia się w innym miejscu, o innej porze i jako inny człowiek zrobiłaby to? Z jednej strony doświadczyła tego co straszne i złe ,a z drugiej co dobre i niezwykłe. Czy gdybym była nią, postąpiłabym tak samo? Nad tym się zastanowić trzeba.
Może nie jest to książka dla każdego. Z pewnością nie zachwyci ona fanów horroru czy innych gatunków. Może i nie zachwyci, ale nawet oni mogliby ją przeczytać. W tej książce było coś takiego, że gdy już zaczęłam, to nie mogłam przestać. Dlatego więc, Panie i Panowie, proszę o oklaski dla pani Laini Taylor!
Przemierzająca kręte uliczki zasypanej śniegiem Pragi siedemnastolatka ze szkoły sztuk plastycznych zostanie wkrótce uwikłana w brutalną wojnę istot nie z tego świata. I odkryje prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i kości…
Jej szkicowniki są pełne potworów. Mówi w wielu językach, nie tylko ludzkich. Ma jaskrawoniebieskie niefarbowane włosy, niezwykłe tatuaże i blizny. Kim jest?
Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone – Dealer Marzeń. Karou nie wie,skąd przybywa i czy jest tylko człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne wyprawy. I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont wypalający powietrze pomiędzy nimi.
I tu znowu sprawdza się powiedzenie: ,,Nie oceniaj książki po okładce". W tym wypadku dosłownie. Powiedzmy sobie szczerze, okładka jest okropna. I gdyby nie rekomendacja przyjaciółki, jeszcze przez wiele tygodni nie poznałabym geniuszu autorki.
Często od książki oczekuje bohaterów, którzy będą ,,z życia wzięci". Po części było tak i w tym wypadku. Główna bohaterka, niebiesko-włosa (nawet nie wiecie, jak jej tego zazdroszczę!) Karou nie jest zwykłą dziewczyną. O nie, normalność omija ją szerokim łukiem. Otóż nasze piękna bohaterka jest "przemytnikiem" dla swojego przybranego ojca. Co przemyca? Najróżniejsze rzeczy. Raz to kość słoniową, raz zęby. Czego chcieć więcej od życia? Siedemnastolatka nie chce nic, prócz życzeń. Prawie nic. Oczekuje jeszcze miłości, ale o tym później. Ale, wszystko dobre, szybko się kończy. I kończy się sielanka rysowniczki. Pewnego dnia, przez swój wybryk, traci rodzinę. Ale zyskuje coś nowego. Problem w tym, że to nie jet dla niej wystarczające pocieszenie. I tym sobie właśnie nasza Karou przeczy. Chciała miłości, to ją ma. Nic nie ma za darmo. Jednak jej charakter, zasługuje na chwile uwagi.Dziewczyna jest twarda, to fakt. Ja na jej miejscu, po prostu rzuciłabym to wszystko i po prostu kochała rodzinę. Na szczęście, nie każdy jest jak ja i bohaterka robi to co do niej należy. Co jeszcze mi się w niej podoba? Jak mówi ,,koniec" to znaczy, że koniec. Idealna przyjaciółka. Po prostu dziewczyna ideał. Przyszedł czas i na Akivie. Pięknego ognistego wojownika, który jest w stanie poświęcić wszystko, byleby tylko być z Karou. I tu pokazał chłop, co jest dla niego najważniejsze. Obecna (i była) miłość. Jestem ciekawa, czy gdyby dziewczyna zostałaby zabita, ten popełniłby samobójstwo (taka ludzka ciekawość, sama bym umarła, gdyby to zrobił). Oh, Akivio, Akivio... i po coś ty to robił?
A fabuła, moi mili państwo mknie jak strzała. Jak kuna po jedzenie. Jak ja po czekoladę. Ledwo co przeczytałam pare stron, a tu hyc! Karou i Akivia są razem. To mi się podoba. Uwielbiam takie książki. Akcja jest ciekawa i nie nuży. (może czasami, gdy jest mowa o Madrigal, ale to są tylko moje osobiste odczucia). Ale jest jedno, czego nigdy, powtarzam NIGDY nie zbraknie i jest to zachwycanie się nad chłopakiem. Czego ja się spodziewałam?! Chciałabym, żeby choć połowa książek miała tak inteligentom fabułę.
Laini Taylor ma świetny język. Pisze tak, żeby się po prostu podobało. Pisze tak, że każda dziewczyna chciałaby być Karou. Przeżyć to samo. Każdy aspekt jej niezwykłego życia opisuje w taki sposób, żeby aż się chciało przeczytać więcej. Czy gdyby dziewczyna miałaby możliwość urodzenia się w innym miejscu, o innej porze i jako inny człowiek zrobiłaby to? Z jednej strony doświadczyła tego co straszne i złe ,a z drugiej co dobre i niezwykłe. Czy gdybym była nią, postąpiłabym tak samo? Nad tym się zastanowić trzeba.
Może nie jest to książka dla każdego. Z pewnością nie zachwyci ona fanów horroru czy innych gatunków. Może i nie zachwyci, ale nawet oni mogliby ją przeczytać. W tej książce było coś takiego, że gdy już zaczęłam, to nie mogłam przestać. Dlatego więc, Panie i Panowie, proszę o oklaski dla pani Laini Taylor!
środa, 28 sierpnia 2013
Grim- Gesa Schwartz
Paryż, czasy współczesne. Grim jest gargulcem, jednym ze strażników, których zadaniem jest ukrywanie przed ludźmi istnienia istot z innego świata. Z całą mocą nie znosi swojego nowego (dwieście lat to niezbyt wiele dla kamiennej rzeźby) miejsca pracy - zalewanej deszczem fasady budynku. Ale robota jest robotą i Grim, choć najchętniej zostawiłby Francję daleko za sobą, twardo stoi na straży Kodeksu, pilnując, by drobne utarczki demonów i wampirów nie wywlekły na światło dzienne tajemnic ich egzystencji. Pewnego dnia Grim spotyka jednak Mię, córkę nielekko psychicznego malarza-samobójcy. Mia obdarzona jest pewnym szczególnym darem - widzi to, czego nie widzą inni. Gdy w ręce tych dwojga wpada dziwny, pokryty tajemniczym pismem pergamin, staje się jasne, że czasy pokoju między mieszkańcami tego i innego świata właśnie dobiegły końca...
Okładki. To one mnie przyciągają jak magnes. Szczerze mówiąc, nawet gdyby ta książka mi się nie podobała, to i tak bym ją sobie zostawiła dla oprawy. Tak było i w przypadku ,,Grima". Przepiękna panorama Paryża i księżyc, dający niesamowity efekt. Przyznam, że dosyć niechętnie sięgam po autorów niemieckich. Nie wiem dlaczego, po prostu nie lubię. Ale z taką okładką grzechem byłoby po nią nie sięgnąć!
Główne postacie wyjątkowo przypadły mi do gustu. Zacznę może od męskiego bohatera- tytułowego Grima. Najprawdopodobniej, każdy człowiek płci żeńskiej w przedziale wiekowym 13-20 się w nim zakochał. Włącznie ze mną. (a jak!) Zawsze postępuje właściwie, co jest... logiczne? Jak na gargulca przystało, nigdy nie słucha, a przynajmniej próbuje nie słuchać swoich uczuć. Jednak nawet jego kamienne serce nie jest w stanie znieść tęsknoty za majestatycznymi Włochami, słonecznymi dniami i.. ludźmi. Niestety, jest to równoznaczne z tym, że jest wredny i zgryźliwy dla większości żyjących istot (przynajmniej na początku) Oczywiście kiedyś tak nie było. Kiedyś, kiedy miał przyjaciela człowieka wszystko było inne. Lecz z czasem... W każdym razie go uwielbiam! A Mia? Mia jest jedną z moich ulubionych postaci książkowych. Nie dość, że zachowuje się normalnie, to jeszcze nie traktuje Grima jak Boga! Cud! Co prawda są momenty, gdzie wymsknie się jej ,,jaki on jest piękny", ale i tak jest o wiele rzadsza niż w ,np. ,,Zmierzchu". Poza tym, ma silny charakter. To mi się podoba. Nie obchodzi jej, co myślą o niej ludzie. Robi to co musi. Nie rezygnuje łatwo. Nie siedzi w koncie i nie płacze. Jak trzeba coś zrobić, to robi. A po śmierci ojca, brata to musiało być niesamowicie trudne. No i.. jest gotem. Uwielbiam gotów! Kogo jeszcze polubiłam? Może to się wydawać dziwne, ale Pedro zdobył moją sympatię. Uwielbiam szalonych bohaterów drugoplanowych. Jest jeszcze Remi.. Remi, jak to Remi, taki ciekawy charakterek. Mamy również "tego złego", czyli Serafina z Aten. Na samym początku nawet go polubiłam. Wydawał się walczyć o słuszną sprawę, nawet uprzejmy,pomógł Grimowi... Jaka ja byłam głupia! Czarny charakter, to czarny charakter. Koniec kropka.
Przez około 10 minut zastanawiałam się, co napisać o fabule. Motyw gargulców nie jest zbyt popularny u pisarzy. Akcja niestety czasami się przeciągała, ale to nie stanowiło przeszkody, bym uznała tą książkę za arcydzieło. Najbardziej jednak denerwowały mnie te jego przemowy motywacyjne. Wiem, że były ciężkie czasy, ale ile można?! Jednak gdy pare dni temu, gdy przechodziłam koło starego kościoła zobaczyłam na szczycie gargulca. Nie mogłam się powstrzymać od myśli ,,piękne anioły sprawiedliwości" . I jak ta książka działa na człowieka. Niedługo zacznę się dopatrywać wampirów!
Sposób pisania autorki bardzo mi się spodobał. Cieszę się, że poświęciła tylko uwagi samym gargulcom. Dzięki tym, jak opisała każdego bohatera, bez problemowo mogłam ich sobie wyobrazić. Nawet Kanciarza! Zaskakiwała czytelnika na (prawie) każdym kroku. Jedyne, co mnie nieźle wkurzyło było to, że do spotkania Mii i Grima dochodziło pół książki. Ale jak już doszło, to się działo ,że ho ho.
Mogłabym teraz napisać, że książka jest ciekawa i ,że pomimo ceny warto ją kupić. Mogłabym również napisać, że ci którzy nie lubią fantastyki nawet nie muszą przelatywać wzrokiem po okładce. Ale nie! Będę sobą i napiszę, że każdy szanujący się książkoholik powinien ją nie tyle co mieć, a przeczytać.
środa, 21 sierpnia 2013
Upadli- Lauren Kate
Luce Price zwraca uwagę na tajemniczego i zdystansowanego Daniela już pierwszego dnia w szkole Sword & Cross w dusznej Georgii. On jest jedynym jasnym punktem w miejscu, gdzie nie wolno korzystać z komórek, inni uczniowie to świry, a każdy ich ruch śledzą kamery.
Choć Daniel nie chce mieć nic wspólnego z Luce - i robi wszystko, żeby dać jej to wyraźnie do zrozumienia - dziewczyna nie potrafi się powstrzymać. Przyciągana niczym ćma do płomienia, musi dowiedzieć się, jaką tajemnicę ukrywa Daniel... nawet gdyby to miało ją zabić.
A mama mówiła. Nie oceniaj książki po okładce. Mówiła? Mówiła. A co zrobiła Bułcia? Bułcia oceniła. Myślałam, że treść mojej najnowszej pozycji będzie równie hipnotajzing, co okładka. Niestety, zawiodłam się.
Co prawda wiedziałam, na co się piszę. Po opisie można się domyślić- historia rodem ,,Zmierzchu". Jednak romanse uwielbiam, przez co wszystkie negatywne opinie puszczałam koło uszu. Gdy tylko zagłębiłam się w fabule już po 10 stronach podniosłam wzrok z jakże charakterystyczną miną ,,serio?!" Czy naprawdę zawsze to musi być ten sam schemat?! Najpierw za sobą nie przepadają, a później rozpoczyna się wielka miłość. Oho, taka była moja początkowa reakcja. Jakże się myliłam!
Urok książce (przynajmniej według mnie) zazwyczaj nadają postacie. Jednak jak już wyżej wspomniałam, to nie była zwyczajna książka! O nie! Według naszej Lucindy, chłopak, który pokazuje środkowy palec na wejście to wciąż ideał. Natomiast chłopak, który wyraźnie o nią zabiega? Pff! Czy ona naprawdę nie ma za grosz szacunku dla siebie? Co z tego, że cały czas był chamski? Co z tego, że nie poświęcał jej uwagi? To wciąż mój obiekt westchnień. Jak można się łatwo domyślić, głównej bohaterki nie polubiłam. Głównego bohatera również. Na szczęście, autorka zlitowała się nad nami i poświęciła trochę czasu na ludzi, którzy są warci uwagi. Mamy na pozór (a może i nie?) szarmanckiego i uprzejmego Cama, szaloną i ciekawą Ariane oraz miłą i pomocną Penn (ryczałam jak miała ten.. wypadek).
Motyw aniołów ostatnio jest dość popularny u wszelkiej maści autorów. Owszem, mnie również to fascynuję, ale czy nie można by wymyślić czegoś oryginalniejszego? W każdym razie najgorzej nie jest. Dlaczego? Cała fabuła nie kręci się na samym idei o tym, że anioły zrobiły coś złego (jak ,np. w ,,Szeptem") lub są ,,bezrobotne" ,a o tym, że są nieśmiertelne. To jest wielka zaleta. Sam sposób pisania autorki średnio mi się podobał. Na litość Boską ile można zachwycać się jednym facetem! No rozumiem, że jest super przystojny i w ogóle wszystkich kręcą takie "bad boje", ale bez przesady!
Na książkę Lauren Kate poświęciłam około 3 godziny. Było wiele niedociągnięć, aczkolwiek nie był to czas zmarnowany. Autorka doszła to tego, do czego chciała dojść, wszystko wydawało się być dociągnięte (przynajmniej jak na pierwszą część). W końcu część druga ma się rozgrywać w zupełnie innym miejscu.
Sądzę, że warto przeczytać tą książkę. Choćby dla samego całowania.
Motyw aniołów ostatnio jest dość popularny u wszelkiej maści autorów. Owszem, mnie również to fascynuję, ale czy nie można by wymyślić czegoś oryginalniejszego? W każdym razie najgorzej nie jest. Dlaczego? Cała fabuła nie kręci się na samym idei o tym, że anioły zrobiły coś złego (jak ,np. w ,,Szeptem") lub są ,,bezrobotne" ,a o tym, że są nieśmiertelne. To jest wielka zaleta. Sam sposób pisania autorki średnio mi się podobał. Na litość Boską ile można zachwycać się jednym facetem! No rozumiem, że jest super przystojny i w ogóle wszystkich kręcą takie "bad boje", ale bez przesady!
Na książkę Lauren Kate poświęciłam około 3 godziny. Było wiele niedociągnięć, aczkolwiek nie był to czas zmarnowany. Autorka doszła to tego, do czego chciała dojść, wszystko wydawało się być dociągnięte (przynajmniej jak na pierwszą część). W końcu część druga ma się rozgrywać w zupełnie innym miejscu.
Sądzę, że warto przeczytać tą książkę. Choćby dla samego całowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



