czwartek, 12 września 2013

Eve- Anna Carey

Dokąd uciekniesz, skoro nigdzie nie jest bezpiecznie?
Szesnaście lat temu zabójczy wirus zmiótł z powierzchni Ziemi niemal wszystkich jej mieszkańców. Świat stał się miejscem śmiertelnie niebezpiecznym.
Osiemnastoletnia Eve nigdy nie wyszła za pilnie strzeżony teren zamkniętej szkoły. Szkoły, w której nie ma mężczyzn ani chłopców. Gdzie ona i dwieście innych dziewcząt przygotowuje się do roli elity Nowej Ameryki.
Ale w przeddzień ukończenia szkoły, Eve odkrywa szokującą prawdę o prawdziwym celu tej nauki – i o przerażającym losie, jaki czeka ją samą.
Ucieka z jedynego domu, jaki znała. Rozpoczyna długą, ryzykowną wędrówkę w poszukiwaniu miejsca, w którym będzie mogła przetrwać. Podczas tej podróży spotka Arden, swoją rywalkę ze szkoły, i Caleba, twardego, buntowniczego chłopaka, który wie, jak przeżyć. Odizolowana przez całe życie od mężczyzn, Eve została nauczona, że nie wolno im ufać. Lecz Caleb powoli zdobywa jej zaufanie… i jej serce. Obiecuje ją chronić, lecz kiedy wojsko zaczyna ich ścigać,
Eve musi wybierać pomiędzy życiem a miłością…


Któż z nas nie wielbi motywów post-apokaliptycznych? Pan? A może pani? I tak ja też. Ja je po prostu ubóstwiam. Zawsze jestem ciekawa, co autor wymyśli tym razem. Może wymyśli kosmitów? A może ludzie będą żyli w wielkiej żelatynie (pierwsza myśl)? A może to będzie zupełnie coś innego? Niestety, albo raczej stety, nigdy nie udaje mi się zgadnąć.
Główna bohaterka uczęszcza do szkoły, do której chodzą same kobiety. Ma przyjaciółki, jest najlepszą uczennicą. Cud, miód, malina. Jednakże czymże byłaby książka bez jakiejś tajemnej intrygi? Otóż dowiaduje się ona, że według dzisiejszej idei kobiety mają służyć jedynie rozmnażaniu. Wszyscy jednak wiemy, że do rozmnażania potrzebne są dwie osoby. Nie tam. Broń Boże! Jeśli tylko spotkają jakiegolwiek pomiota rodzaju męskiego, mają uciekać ile sił w nogach. Tylko nie patrzeć w oczy, nie patrzeć na cokolwiek! Anna Carey wykreowała właśnie taki świat. 
Uroku głównej bohaterce dodają rude włosy, zresztą jak w co drugiej książce. Jest miła, choć czasami miałam wrażenie, że po prostu nie myśli. Kiedy ,,miłość jej życia" pyta, czy to prawda, że chciała być z innym facetem co odpowiada? ,,Nie, jak wpadłeś na taki pomysł?!" Skąd! Odpowiada ,,nie wiem". Jak widać. Jeśli w niektórych książkach, są bohaterzy, którzy postępują racjonalnie, to w innej muszą po prostu zachowywać się tak, że aż żal czytać. Co zrobić, równowaga musi być. Przyznam się jednak, że Caleba polubiłam. O dziewczynę walczy? Walczy. Troszczy się? Troszczy. Zachowuje się logicznie? Zong! Chwila.. Logika? Jaka logika? Co to w ogóle jest logika? Jak mam problem to co robię? Idę sobie popatrzyć w chmurki, mając w głębokim poważaniu, co się stanie z moją rodziną. Nasi bohaterowie pasują do siebie jak ja i słodycze.  Poza tym, kto jeszcze uwielbia naszą wspaniałą Arden, rączka w górę!
Ale! Każda książek ma jednak minusy i plusy. W tym wypadku akurat, fabuła jest tak świetna, że zdecydowanie przeważyła nad ilością minusów, za które odpowiadają postacie. Autorka pięknie nakreśliła mi świat, w którym żyją. Bez większych problemów mogłam sobie wyobrazić to, co czuje Eve, a to, że lekturze występuje narracja pierwszoosobowa tylko dodawało uroku. Akcja trzymała dobre tempo, a naprawdę ogromnym plusem jest to, że już w czwartym rozdziale dochodzimy do momentu, gdzie Ruda opuszcza mury bezpiecznej szkoły. Naprawdę nienawidzę, gdy to faktycznej akcji (wiecie, o co chodzi) bohaterzy szykują się pół książki. Zakazana miłość, intrygi i zdrady, tego właśnie oczekiwała od tej publikacji. I to właśnie otrzymałam. Co prawda, niezbyt podobało mi się zakończenie, ale przez to, że jest to trylogia, skłania mnie to do kupienia następnej części. 
Co jeszcze mogę powiedzieć o tym dziele literackim? ,,Eve" to książka o tym, jak łatwo jest czasem zrezygnować z tego, o czym uczono nas praktycznie całe życie, ale i jak trudno jest przezwyciężyć strach, przed ukrytymi w nas demonami. Pokazuje nam, jak zmieniają się przekonania pod wpływem otoczenia, oraz to, że nie należy oceniać książki (w tym chodzi mi o bohaterów i bynajmniej nie głównych), bo przyjaciel może się okazać wrogiem, a wróg przyjacielem. Jeśli szukacie książki, która jest po prostu ciekawa to znaleźliście to, czego szukacie. 

poniedziałek, 9 września 2013

Śmiertelny sekret- Laurie Faria Stolarz

Jeszcze trzy miesiące temu życie Camelii było całkiem zwyczajne: miała przyzwoite oceny, niezłe relacje z rodzicami i fajną pracę. Jednak gdy tajemniczy Ben rozpoczyna naukę w jej liceum, przestaje być nudno.
Wszyscy wierzą, że Ben przyczynił się do śmierci byłej dziewczyny i unikają go. Wszyscy, oprócz Camelii. Dziewczyna nie chce wierzyć plotkom. Czuje dziwną fascynację Benem. Wkrótce zaczyna odbierać tajemnicze telefony i dostawać listy z pogróżkami. Ben twierdzi, że Camelii grozi niebezpieczeństwo - lecz czy można mu zaufać? Dziewczyna wie, że chłopak coś ukrywa... Ale nie on jeden ma tajemnicę.







Tak więc, mamy tu do czynienia z powieścią romantyczno-kryminalną. Pani Laura nie jest zbyt znaną autorką w Polsce (choć czy tylko mi się zdawało po nazwisku, że coś z naszym krajem ją łączy?). Na opinię pozytywną u mnie nie trzeba się zbytnio napracować, po prostu czytam co leci. Jednak sądzę, że bardziej wymagającym czytelnikom, którzy już wiedzą, co to jest "dobra książka" również przypadnie do gustu.
Na początku poznajemy rudowłosą piękność Camelię, którą przed wypadkiem ratuje niesamowicie przystojny Ben. Potem rozmawiają, a chłopak jest nieprzystępny. Wróć. Czy czegoś nam to nie przypomina? Czyżby powtarzający się schemat? Ha. Ha. Nie. Otóż ze ,,Zmierzechem" ta książka ma wspólnego tyle, ile ja ze sportem. Można powiedzieć, że autorka ,,Dotyku" piszemy bardziej zwięźle i przede wszystkim fabuła nie ciągnie się jak mordoklejki. W tym przypadku nie miałam myśli ,,aha, zaraz się będą całować" ,a potem "o, zaraz będzie: kogo mam wybrać? Edzia czy może Jacoba? oboje są taaacy przystojni" Dzięki Bogu! Biorąc pod uwagę to, że obie książki zaczynają się w miare dobrze, to pani Laurze poszło zdecydowanie lepiej. Jeśli mam już jakąś książkę, kupić, to czytam po dziesięć tysięcy opinii na ich temat. I w wielu opiniach, było napisane: ,,ona jest jakaś taka przewidywalna" albo ,,kiedy w końcu zacznie się coś dziać?" Nie wiem jak wy, ale mnie główna bohaterka przekonała. Każdy człowiek, czyli również w książce ma wady i zalety i chcąc nie chcąc, musimy je polubić. Na jej miejscu, zwariowałabym ze strachu. Chociaż mając takiego Bena przy boku, to kto wie... Chociaż trochę zdziwiło mnie to, że tylko jedna, biedna Camilia była z nim, a 
 c a ł a szkoła, włącznie z dyrektorem, który nie zrobił nic przeciwko niemu. W każdym razie nie dało się pominąć tajemniczych notatek co bodajże 3 rozdziały. Najciekawsza część. Żeby czytelnik mógł zrozumieć o co w tym chodzi, musi przebrnąć przez wszystkie pozostałe strony (w przeciwieństwie do mnie, bo ja i tak sprawdzam najpierw, czy się gdzieś całują). Więc wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy widziałam, np ,,jak taka zdzira czeka na uwagę". Kto to pisał? To Ben? A może jednak nie Ben? Czy to w ogóle facet? A może to ten jej szef? A może nie? Czy autorka chce, abym myślała tym, a nie innym sposobem? A może w ogóle mój tok myślenia zmierzał w zupełnie innym torem? Uwielbiam takie książki, gdzie wszystko wyjaśnia się dopiero pod koniec. Sama książka wydaje się być napisana ,,lekkim piórem". Czyta się ją łatwo i przyjemnie. Jakby autorka spędzała długie godziny, albo po prostu minuty na obmyślaniu fabuły, która idealnie podpasuje czytelnikowi. Czy dlatego tak dobrze mi się ją czytało? Być może.
Podsumowując: kiążka pani Stolarz ,,Śmiertelny sekret" będzie się dobrze czytało każdemu, kto lubi motywy fantasty. Anioły/demony/wilkołaki. Kogo one obchodzą? Jeśli mamy do czynienia, z takim a la kryminałem w dodatku z motywem romantycznym, czego można oczekiwać więcej od życia? Książka jest po prostu idealnie stworzona na długie jesienne, deszczowe wieczory, w które aż prosi się, aby usiąść pod koniec i wziąć dobrą książkę. Podsumowując podsumowanie: ta książka jest po prostu dobra. Poza tym, ma piękną okładkę! (aż nie mogłam się powstrzymać, aby o tym nie wspomnieć, poza tym, czy ktoś ma pomysł, czy dziewczyna została zrobiona za pomocą komputera, czy naprawdę istnieje ktoś tak ładny?)
 

wtorek, 3 września 2013

Córka dymu i kości- Laini Taylor

Na wszystkich kontynentach na drzwiach domów pojawiają się czarne odciski dłoni. Wypalają je skrzydlaci nieznajomi, którzy wkradają się do naszego świata przez szczelinę w niebie…
Przemierzająca kręte uliczki zasypanej śniegiem Pragi siedemnastolatka ze szkoły sztuk plastycznych zostanie wkrótce uwikłana w brutalną wojnę istot nie z tego świata. I odkryje prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i kości…
Jej szkicowniki są pełne potworów. Mówi w wielu językach, nie tylko ludzkich. Ma jaskrawoniebieskie niefarbowane włosy, niezwykłe tatuaże i blizny. Kim jest?
Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone – Dealer Marzeń. Karou nie wie,skąd przybywa i czy jest tylko człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne wyprawy. I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont wypalający powietrze pomiędzy nimi.


I tu znowu sprawdza się powiedzenie: ,,Nie oceniaj książki po okładce". W tym wypadku dosłownie. Powiedzmy sobie szczerze, okładka jest okropna. I gdyby nie rekomendacja przyjaciółki, jeszcze przez wiele tygodni nie poznałabym geniuszu autorki. 
Często od książki oczekuje bohaterów, którzy będą ,,z życia wzięci". Po części było tak i w tym wypadku. Główna bohaterka, niebiesko-włosa (nawet nie wiecie, jak jej tego zazdroszczę!) Karou nie jest zwykłą dziewczyną. O nie, normalność omija ją szerokim łukiem. Otóż nasze piękna bohaterka jest "przemytnikiem" dla swojego przybranego ojca. Co  przemyca? Najróżniejsze rzeczy. Raz to kość słoniową, raz zęby. Czego chcieć więcej od życia? Siedemnastolatka nie chce nic, prócz życzeń. Prawie nic. Oczekuje jeszcze miłości, ale o tym później. Ale, wszystko dobre, szybko się kończy. I kończy się sielanka rysowniczki. Pewnego dnia, przez swój wybryk, traci rodzinę. Ale zyskuje coś nowego. Problem w tym, że to nie jet dla niej wystarczające pocieszenie. I tym sobie właśnie nasza Karou przeczy. Chciała miłości, to ją ma. Nic nie ma za darmo. Jednak jej charakter, zasługuje na chwile uwagi.Dziewczyna jest twarda, to fakt. Ja na jej miejscu, po prostu rzuciłabym to wszystko i po prostu kochała rodzinę. Na szczęście, nie każdy jest jak ja i bohaterka robi to co do niej należy. Co jeszcze mi się w niej podoba? Jak mówi ,,koniec" to znaczy, że koniec. Idealna przyjaciółka. Po prostu dziewczyna ideał. Przyszedł czas i na Akivie. Pięknego ognistego wojownika, który jest w stanie poświęcić wszystko, byleby tylko być z Karou. I tu pokazał chłop, co jest dla niego najważniejsze. Obecna (i była) miłość. Jestem ciekawa, czy gdyby dziewczyna zostałaby zabita, ten popełniłby samobójstwo (taka ludzka ciekawość, sama bym umarła, gdyby to zrobił). Oh, Akivio, Akivio... i po coś ty to robił?
A fabuła, moi mili państwo mknie jak strzała. Jak kuna po jedzenie. Jak ja po czekoladę. Ledwo co przeczytałam pare stron, a tu hyc! Karou i Akivia są razem. To mi się podoba. Uwielbiam takie książki. Akcja jest ciekawa i nie nuży. (może czasami, gdy jest mowa o Madrigal, ale to są tylko moje osobiste odczucia). Ale jest jedno, czego nigdy, powtarzam NIGDY nie zbraknie i jest to zachwycanie się nad chłopakiem. Czego ja się spodziewałam?! Chciałabym, żeby choć połowa książek miała tak inteligentom fabułę.
Laini Taylor ma świetny język. Pisze tak, żeby się po prostu podobało. Pisze tak, że każda dziewczyna chciałaby być Karou. Przeżyć to samo. Każdy aspekt jej niezwykłego życia opisuje w taki sposób, żeby aż się chciało przeczytać więcej. Czy gdyby dziewczyna miałaby możliwość urodzenia się w innym miejscu, o innej porze i jako inny człowiek zrobiłaby to? Z jednej strony doświadczyła tego co straszne i złe ,a z drugiej co dobre i niezwykłe. Czy gdybym była nią, postąpiłabym tak samo? Nad tym się zastanowić trzeba. 
Może nie jest to książka dla każdego. Z pewnością nie zachwyci ona fanów horroru czy innych gatunków. Może i nie zachwyci, ale nawet oni mogliby ją przeczytać. W tej książce było coś takiego, że gdy już zaczęłam, to nie mogłam przestać. Dlatego więc, Panie i Panowie, proszę o oklaski dla pani Laini Taylor!