Na wszystkich
kontynentach na drzwiach domów pojawiają się czarne odciski dłoni.
Wypalają je skrzydlaci nieznajomi, którzy wkradają się do naszego świata
przez szczelinę w niebie…
Przemierzająca kręte uliczki zasypanej śniegiem Pragi siedemnastolatka
ze szkoły sztuk plastycznych zostanie wkrótce uwikłana w brutalną wojnę
istot nie z tego świata. I odkryje prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i
kości…
Jej szkicowniki są pełne potworów. Mówi w wielu językach, nie tylko
ludzkich. Ma jaskrawoniebieskie niefarbowane włosy, niezwykłe tatuaże i
blizny. Kim jest?
Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i
tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone –
Dealer Marzeń. Karou nie wie,skąd przybywa i czy jest tylko
człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne
wyprawy. I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka
najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez
uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont
wypalający powietrze pomiędzy nimi.
I tu znowu sprawdza się powiedzenie: ,,Nie oceniaj książki po okładce". W tym wypadku dosłownie. Powiedzmy sobie szczerze, okładka jest okropna. I gdyby nie rekomendacja przyjaciółki, jeszcze przez wiele tygodni nie poznałabym geniuszu autorki.
Często od książki oczekuje bohaterów, którzy będą ,,z życia wzięci". Po części było tak i w tym wypadku. Główna bohaterka, niebiesko-włosa (nawet nie wiecie, jak jej tego zazdroszczę!) Karou nie jest zwykłą dziewczyną. O nie, normalność omija ją szerokim łukiem. Otóż nasze piękna bohaterka jest "przemytnikiem" dla swojego przybranego ojca. Co przemyca? Najróżniejsze rzeczy. Raz to kość słoniową, raz zęby. Czego chcieć więcej od życia? Siedemnastolatka nie chce nic, prócz życzeń. Prawie nic. Oczekuje jeszcze miłości, ale o tym później. Ale, wszystko dobre, szybko się kończy. I kończy się sielanka rysowniczki. Pewnego dnia, przez swój wybryk, traci rodzinę. Ale zyskuje coś nowego. Problem w tym, że to nie jet dla niej wystarczające pocieszenie. I tym sobie właśnie nasza Karou przeczy. Chciała miłości, to ją ma. Nic nie ma za darmo. Jednak jej charakter, zasługuje na chwile uwagi.Dziewczyna jest twarda, to fakt. Ja na jej miejscu, po prostu rzuciłabym to wszystko i po prostu kochała rodzinę. Na szczęście, nie każdy jest jak ja i bohaterka robi to co do niej należy. Co jeszcze mi się w niej podoba? Jak mówi ,,koniec" to znaczy, że koniec. Idealna przyjaciółka. Po prostu dziewczyna ideał. Przyszedł czas i na Akivie. Pięknego ognistego wojownika, który jest w stanie poświęcić wszystko, byleby tylko być z Karou. I tu pokazał chłop, co jest dla niego najważniejsze. Obecna (i była) miłość. Jestem ciekawa, czy gdyby dziewczyna zostałaby zabita, ten popełniłby samobójstwo (taka ludzka ciekawość, sama bym umarła, gdyby to zrobił). Oh, Akivio, Akivio... i po coś ty to robił?
A fabuła, moi mili państwo mknie jak strzała. Jak kuna po jedzenie. Jak ja po czekoladę. Ledwo co przeczytałam pare stron, a tu hyc! Karou i Akivia są razem. To mi się podoba. Uwielbiam takie książki. Akcja jest ciekawa i nie nuży. (może czasami, gdy jest mowa o Madrigal, ale to są tylko moje osobiste odczucia). Ale jest jedno, czego nigdy, powtarzam NIGDY nie zbraknie i jest to zachwycanie się nad chłopakiem. Czego ja się spodziewałam?! Chciałabym, żeby choć połowa książek miała tak inteligentom fabułę.
Laini Taylor ma świetny język. Pisze tak, żeby się po prostu podobało. Pisze tak, że każda dziewczyna chciałaby być Karou. Przeżyć to samo. Każdy aspekt jej niezwykłego życia opisuje w taki sposób, żeby aż się chciało przeczytać więcej. Czy gdyby dziewczyna miałaby możliwość urodzenia się w innym miejscu, o innej porze i jako inny człowiek zrobiłaby to? Z jednej strony doświadczyła tego co straszne i złe ,a z drugiej co dobre i niezwykłe. Czy gdybym była nią, postąpiłabym tak samo? Nad tym się zastanowić trzeba.
Może nie jest to książka dla każdego. Z pewnością nie zachwyci ona fanów horroru czy innych gatunków. Może i nie zachwyci, ale nawet oni mogliby ją przeczytać. W tej książce było coś takiego, że gdy już zaczęłam, to nie mogłam przestać. Dlatego więc, Panie i Panowie, proszę o oklaski dla pani Laini Taylor!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz