środa, 28 sierpnia 2013

Grim- Gesa Schwartz


Paryż, czasy współczesne. Grim jest gargulcem, jednym ze strażników, których zadaniem jest ukrywanie przed ludźmi istnienia istot z innego świata. Z całą mocą nie znosi swojego nowego (dwieście lat to niezbyt wiele dla kamiennej rzeźby) miejsca pracy - zalewanej deszczem fasady budynku. Ale robota jest robotą i Grim, choć najchętniej zostawiłby Francję daleko za sobą, twardo stoi na straży Kodeksu, pilnując, by drobne utarczki demonów i wampirów nie wywlekły na światło dzienne tajemnic ich egzystencji. Pewnego dnia Grim spotyka jednak Mię, córkę nielekko psychicznego malarza-samobójcy. Mia obdarzona jest pewnym szczególnym darem - widzi to, czego nie widzą inni. Gdy w ręce tych dwojga wpada dziwny, pokryty tajemniczym pismem pergamin, staje się jasne, że czasy pokoju między mieszkańcami tego i innego świata właśnie dobiegły końca...



Okładki. To one mnie przyciągają jak magnes. Szczerze mówiąc, nawet gdyby ta książka mi się nie podobała, to i tak bym ją sobie zostawiła dla oprawy. Tak było i w przypadku ,,Grima". Przepiękna panorama Paryża i księżyc, dający niesamowity efekt. Przyznam, że dosyć niechętnie sięgam po autorów niemieckich. Nie wiem dlaczego, po prostu nie lubię. Ale z taką okładką grzechem byłoby po nią nie sięgnąć! 
Główne postacie wyjątkowo przypadły mi do gustu. Zacznę może od męskiego bohatera- tytułowego Grima. Najprawdopodobniej, każdy człowiek płci żeńskiej w przedziale wiekowym 13-20 się w nim zakochał. Włącznie ze mną. (a jak!) Zawsze postępuje właściwie, co jest... logiczne? Jak na gargulca przystało, nigdy nie słucha, a przynajmniej próbuje nie słuchać swoich uczuć. Jednak nawet jego kamienne serce nie jest w stanie znieść tęsknoty za majestatycznymi Włochami, słonecznymi dniami i.. ludźmi. Niestety, jest to równoznaczne z tym, że jest wredny i zgryźliwy dla większości żyjących istot (przynajmniej na początku) Oczywiście kiedyś tak nie było. Kiedyś, kiedy miał przyjaciela człowieka wszystko było inne. Lecz z czasem... W każdym razie go uwielbiam! A Mia? Mia jest jedną z moich ulubionych postaci książkowych. Nie dość, że zachowuje się normalnie, to jeszcze nie traktuje Grima jak Boga! Cud! Co prawda są momenty, gdzie wymsknie się jej ,,jaki on jest piękny", ale i tak jest o wiele rzadsza niż w ,np. ,,Zmierzchu". Poza tym, ma silny charakter. To mi się podoba. Nie obchodzi jej, co myślą o niej ludzie. Robi to co musi. Nie rezygnuje łatwo. Nie siedzi w koncie i nie płacze. Jak trzeba coś zrobić, to robi. A po śmierci ojca, brata to musiało być niesamowicie trudne. No i.. jest gotem. Uwielbiam gotów! Kogo jeszcze polubiłam? Może to się wydawać dziwne, ale Pedro zdobył moją sympatię. Uwielbiam szalonych bohaterów drugoplanowych. Jest jeszcze Remi.. Remi, jak to Remi, taki ciekawy charakterek. Mamy również "tego złego", czyli Serafina z Aten. Na samym początku nawet go polubiłam. Wydawał się walczyć o słuszną sprawę, nawet uprzejmy,pomógł Grimowi... Jaka ja byłam głupia! Czarny charakter, to czarny charakter. Koniec kropka. 
Przez około 10 minut zastanawiałam się, co napisać o fabule. Motyw gargulców nie jest zbyt popularny u pisarzy. Akcja niestety czasami się przeciągała, ale to nie stanowiło przeszkody, bym uznała tą książkę za arcydzieło. Najbardziej jednak denerwowały mnie te jego przemowy motywacyjne. Wiem, że były ciężkie czasy, ale ile można?! Jednak gdy pare dni temu, gdy przechodziłam koło starego kościoła zobaczyłam na szczycie gargulca. Nie mogłam się powstrzymać od myśli ,,piękne anioły sprawiedliwości" . I jak ta książka działa na człowieka. Niedługo zacznę się dopatrywać wampirów! 
Sposób pisania autorki bardzo mi się spodobał. Cieszę się, że poświęciła tylko uwagi samym gargulcom. Dzięki tym, jak opisała każdego bohatera, bez problemowo mogłam ich sobie wyobrazić. Nawet Kanciarza!      Zaskakiwała czytelnika na (prawie) każdym kroku. Jedyne, co mnie nieźle wkurzyło było to, że do spotkania Mii i Grima dochodziło pół książki. Ale jak już doszło, to się działo ,że ho ho. 
Mogłabym teraz napisać, że książka jest ciekawa i ,że pomimo ceny warto ją kupić. Mogłabym również napisać, że ci którzy nie lubią fantastyki nawet nie muszą przelatywać wzrokiem po okładce. Ale nie! Będę sobą i napiszę, że każdy szanujący się książkoholik powinien ją nie tyle co mieć, a przeczytać.

środa, 21 sierpnia 2013

Upadli- Lauren Kate




Luce Price zwraca uwagę na tajemniczego i zdystansowanego Daniela już pierwszego dnia w szkole Sword & Cross w dusznej Georgii. On jest jedynym jasnym punktem w miejscu, gdzie nie wolno korzystać z komórek, inni uczniowie to świry, a każdy ich ruch śledzą kamery.
Choć Daniel nie chce mieć nic wspólnego z Luce - i robi wszystko, żeby dać jej to wyraźnie do zrozumienia - dziewczyna nie potrafi się powstrzymać. Przyciągana niczym ćma do płomienia, musi dowiedzieć się, jaką tajemnicę ukrywa Daniel... nawet gdyby to miało ją zabić.





A mama mówiła. Nie oceniaj książki po okładce. Mówiła? Mówiła. A co zrobiła Bułcia? Bułcia oceniła. Myślałam, że treść mojej najnowszej pozycji będzie równie hipnotajzing, co okładka. Niestety, zawiodłam się. 
Co prawda wiedziałam, na co się piszę. Po opisie można się domyślić- historia rodem ,,Zmierzchu". Jednak romanse uwielbiam, przez co wszystkie negatywne opinie puszczałam koło uszu. Gdy tylko zagłębiłam się w fabule już po 10 stronach podniosłam wzrok z jakże charakterystyczną miną ,,serio?!" Czy naprawdę zawsze to musi być ten sam schemat?! Najpierw za sobą nie przepadają, a później rozpoczyna się wielka miłość. Oho, taka była moja początkowa reakcja. Jakże się myliłam! 
Urok książce (przynajmniej według mnie) zazwyczaj nadają postacie. Jednak jak już wyżej wspomniałam, to nie była zwyczajna książka! O nie! Według naszej Lucindy, chłopak, który pokazuje środkowy palec na wejście to wciąż ideał. Natomiast chłopak, który wyraźnie o nią zabiega? Pff! Czy ona naprawdę nie ma za grosz szacunku dla siebie? Co z tego, że cały czas był chamski? Co z tego, że nie poświęcał jej uwagi? To wciąż mój obiekt westchnień. Jak można się łatwo domyślić, głównej bohaterki nie polubiłam. Głównego bohatera również. Na szczęście, autorka zlitowała się nad nami i poświęciła trochę czasu na ludzi, którzy są warci uwagi. Mamy na pozór (a może i nie?) szarmanckiego i uprzejmego Cama, szaloną i ciekawą Ariane oraz miłą i pomocną Penn (ryczałam jak miała ten.. wypadek). 
Motyw aniołów ostatnio jest dość popularny u wszelkiej maści autorów. Owszem, mnie również to fascynuję, ale czy nie można by wymyślić czegoś oryginalniejszego? W każdym razie najgorzej nie jest. Dlaczego? Cała fabuła nie kręci się na samym idei o tym, że anioły zrobiły coś złego (jak ,np. w ,,Szeptem") lub są ,,bezrobotne" ,a o tym, że są nieśmiertelne. To jest wielka zaleta. Sam sposób pisania autorki średnio mi się podobał. Na litość Boską ile można zachwycać się jednym facetem! No rozumiem, że jest super przystojny i w ogóle wszystkich kręcą takie "bad boje", ale bez przesady! 
Na książkę Lauren Kate poświęciłam około 3 godziny. Było wiele niedociągnięć, aczkolwiek nie był to czas zmarnowany. Autorka doszła to tego, do czego chciała dojść, wszystko wydawało się być dociągnięte (przynajmniej jak na pierwszą część). W końcu część druga ma się rozgrywać w zupełnie innym miejscu.  
Sądzę, że warto przeczytać tą książkę. Choćby dla samego całowania.