środa, 21 sierpnia 2013

Upadli- Lauren Kate




Luce Price zwraca uwagę na tajemniczego i zdystansowanego Daniela już pierwszego dnia w szkole Sword & Cross w dusznej Georgii. On jest jedynym jasnym punktem w miejscu, gdzie nie wolno korzystać z komórek, inni uczniowie to świry, a każdy ich ruch śledzą kamery.
Choć Daniel nie chce mieć nic wspólnego z Luce - i robi wszystko, żeby dać jej to wyraźnie do zrozumienia - dziewczyna nie potrafi się powstrzymać. Przyciągana niczym ćma do płomienia, musi dowiedzieć się, jaką tajemnicę ukrywa Daniel... nawet gdyby to miało ją zabić.





A mama mówiła. Nie oceniaj książki po okładce. Mówiła? Mówiła. A co zrobiła Bułcia? Bułcia oceniła. Myślałam, że treść mojej najnowszej pozycji będzie równie hipnotajzing, co okładka. Niestety, zawiodłam się. 
Co prawda wiedziałam, na co się piszę. Po opisie można się domyślić- historia rodem ,,Zmierzchu". Jednak romanse uwielbiam, przez co wszystkie negatywne opinie puszczałam koło uszu. Gdy tylko zagłębiłam się w fabule już po 10 stronach podniosłam wzrok z jakże charakterystyczną miną ,,serio?!" Czy naprawdę zawsze to musi być ten sam schemat?! Najpierw za sobą nie przepadają, a później rozpoczyna się wielka miłość. Oho, taka była moja początkowa reakcja. Jakże się myliłam! 
Urok książce (przynajmniej według mnie) zazwyczaj nadają postacie. Jednak jak już wyżej wspomniałam, to nie była zwyczajna książka! O nie! Według naszej Lucindy, chłopak, który pokazuje środkowy palec na wejście to wciąż ideał. Natomiast chłopak, który wyraźnie o nią zabiega? Pff! Czy ona naprawdę nie ma za grosz szacunku dla siebie? Co z tego, że cały czas był chamski? Co z tego, że nie poświęcał jej uwagi? To wciąż mój obiekt westchnień. Jak można się łatwo domyślić, głównej bohaterki nie polubiłam. Głównego bohatera również. Na szczęście, autorka zlitowała się nad nami i poświęciła trochę czasu na ludzi, którzy są warci uwagi. Mamy na pozór (a może i nie?) szarmanckiego i uprzejmego Cama, szaloną i ciekawą Ariane oraz miłą i pomocną Penn (ryczałam jak miała ten.. wypadek). 
Motyw aniołów ostatnio jest dość popularny u wszelkiej maści autorów. Owszem, mnie również to fascynuję, ale czy nie można by wymyślić czegoś oryginalniejszego? W każdym razie najgorzej nie jest. Dlaczego? Cała fabuła nie kręci się na samym idei o tym, że anioły zrobiły coś złego (jak ,np. w ,,Szeptem") lub są ,,bezrobotne" ,a o tym, że są nieśmiertelne. To jest wielka zaleta. Sam sposób pisania autorki średnio mi się podobał. Na litość Boską ile można zachwycać się jednym facetem! No rozumiem, że jest super przystojny i w ogóle wszystkich kręcą takie "bad boje", ale bez przesady! 
Na książkę Lauren Kate poświęciłam około 3 godziny. Było wiele niedociągnięć, aczkolwiek nie był to czas zmarnowany. Autorka doszła to tego, do czego chciała dojść, wszystko wydawało się być dociągnięte (przynajmniej jak na pierwszą część). W końcu część druga ma się rozgrywać w zupełnie innym miejscu.  
Sądzę, że warto przeczytać tą książkę. Choćby dla samego całowania.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz